Wypalony jak weterynarz

Zwierzęta (szczególnie psy) są w moim życiu od zawsze, dlatego od lat mam stały kontakt z weterynarzami i technikami weterynarii. Przez dwa lata rozmawiałem z wieloma z nich i zbierałem informacje o ich pracy, posiłkując się dostępną literaturą. Wyłania się bardzo ponury obraz tego zawodu. Pomimo, że lekarz lub technik weterynarii – wydaje się, fachem niemal doskonałym dla pasjonatów zwierząt, bo przecież nie ma nic lepszego niż praca z sympatycznymi psiuchami, kitkami, lub konikami, to niestety, rzeczywistość pokazuje, że jest on okupiony ogromnym stresem, szybkim wypalaniem się a nawet ciężką depresją. Notuje się coraz więcej samobójstw wśród weterynarzy. Statystyki przerażają:

  • 21% przyznaje się, że planowało samobójstwo,
  • 13% ma myśli samobójcze od czasu do czasu,
  • 4% myśli o „tym” kroku często.

Kobiety weterynarze są narażone 3,5 razy mocniej na popełnienie samobójstwa niż ludzie innych zawodów, a mężczyźni ponad 2 razy.

Starałem się zebrać przyczyny, ale z pewnością nie wyczerpałem ich katalogu.

Wysokie wymagania już na starcie

Studia weterynaryjne są długie i trudne. Jednak nie przygotowują w pełni do wykonywania tego zawodu. Nie uczą panowania nad stresem, dystansu czy sposobów rozładowania napięć. Nie przygotowują do pracy, w której śmierć pacjenta potrafi być codziennością, a reakcje opiekunów zwierzą nieprzewidywalne. Mało kto z nas wie, że studenci weterynarii przechodzą obowiązkowe zajęcia w rzeźni, gdzie obserwują uśmiercanie zwierząt. To powoduje, że już na wstępie młodzi ludzie są stawiani w sytuacjach emocjonalnie ciężkich i nie każdemu udaje się do nich przywyknąć. Na tym etapie nie mają profesjonalnego wsparcia, a sami nie umieją po nie sięgnąć.

Moralność i odpowiedzialność kontra presja ze strony klientów

Zawód weterynarza wykonują osoby niezwykle ambitne, empatyczne, o wysokim poczuciu odpowiedzialności. Dobro zwierząt jest dla nich na pierwszym miejscu. Zajmują się zwierzętami, ale pracują z ludźmi, których traktują równie wysoko. Niestety, klienci gabinetów potrafią być różni. Oskarżają lekarza, wysuwają zarzuty, a nawet posuwają się do obelg, hejtu czy też rękoczynów. Powszechne są sytuacje, w których lekarz nie może pomóc i jest za to karany agresją. Równolegle są świadkami karygodnych zaniedbań właścicieli zwierząt i to również odciska na nich mocne piętno. 

Weterynarze są obwiniani za konsekwencje zaniedbań opiekunów zwierząt. Stawiane są im żądania natychmiastowej pomocy, na którą często jest zbyt późno lub leży ona poza możliwościami. Moja rozmówczyni opowiedział mi o hejcie jakiego doświadczyła po tym, jak nie uratowała kota w stanie hipotermii. Hejterka-właścicielka kotka nie dodała tylko, że pozostawiła go na kilkunastostopniowym mrozie na całą noc.

Przywiązanie do pacjenta i współczucie

Śmierć pacjenta jest wpisana w zawód lekarza, ale tylko weterynarz dokonuje zabiegu eutanazji. Choć w świadomości czuje, że to jedyne i najlepsze co może zrobić dla swojego podopiecznego, to przeżywa ten fakt głęboko. Cierpi na równi z właścicielem; szczególnie gdy zna pupila od radosnego szczeniaczka. U większości z moich rozmówców (w takiej sytuacji) pojawiała się myśl „czy faktycznie nie mogłem pomóc”. Ten głos zwątpienia powracał do nich często i dręczył niemiłosiernie, powodując silny spadek samooceny. 

Dodatkowo w trakcie dnia pracy weterynarz musi zachować „kamienną duszę profesjonalisty”. Nie może pozwolić sobie na okazanie emocji w „tej” chwili, aby sprawnie przejść do kolejnych pacjentów. Weterynarze muszą umieć pocieszyć opiekuna zwierzaka po jego stracie, ale sami nie znajdują takiego wsparcia. Ich smutek i ból nasilają się po pracy, w domu. Z tym muszą radzić sobie sami.

Pomimo tego, weterynarze rzadko szukają wsparcia i proszą o psychologiczną pomoc. Sądzą, że to może narazić ich na zarzut słabości lub niekompetencji. Oczywiście są ci bardziej odporni, ale nie wszyscy mają umiejętność i wiedzę w jaki sposób rozładować gigantyczny stres. To nakręca spiralę zwątpienia w siebie i gigantycznie wypala. 

Zarządzanie gabinetem

Poza pracą z pacjentami weterynarz musi być szefem, logistykiem, menedżerem. Prowadząc własną praktykę niejednokrotnie zatrudnia innych lekarzy i techników weterynarii – staje się pracodawcą odpowiedzialnym za zespół. Ta funkcja wymaga poświęcenia dodatkowego czasu i posiadania umiejętności, których nie kształci się na etapie nauki zawodu. Zarządzanie gabinetem nie jest proste. Trzeba zadbać o personel, zamówić leki, narzędzia, ustalić grafik wizyt i znaleźć czas na nagłe przypadki. Najczęściej robią to „po godzinach”, bo każdą chwilę starają się poświęcić pacjentom. Dochodzi konieczność stałego pogłębiania wiedzy, uczestnictwa w szkoleniach, kursach czy warsztatach. I tu pojawia się konflikt pracy z życiem prywatnym. Wielu moich rozmówców skarżyło się na brak regularnego wypoczynku mówiąc, że o dłuższym urlopie mogą tylko pomarzyć.
Lekarze w szpitalu zmieniają się na dyżurach. Mają swoisty komfort. Podobnie w dużych klinikach weterynaryjnych. Jednak lekarz w małym gabinecie w małej miejscowości (gdzie wszyscy go znają) jest 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. W lepszej sytuacji są ci pracujący z dużych klinikach, bo one mają zarówno administrację kliniką oraz system dyżurów.

Słabnący prestiż zawodu

Zapytałem przypadkowe osoby co sądzą o weterynarzach. Większość miała pozytywne skojarzenia. że to ludzie bardzo potrzebni społecznie. Jednak prestiż tego zawodu słabnie. W miejsce prywatnych praktyk i gabinetów pojawiają się korporacje nastawione na obsłużenie dużej ilości pacjentów i wysoki zysk. Rodzi to frustrację po stronie opiekunów zwierząt i przekłada się bezpośrednio na opinię o lekarzach weterynarii.

Kondycja emocjonalna weterynarzy i jej przyczyny to temat rozległy i wielowątkowy. Podsumuję go słowami Marty – mojej klientki, lekarza weterynarii, jednego z najlepszych jakich znam:
„Wiesz, chciałbym pracować w biurze i mogą nawet zawalać robotą na weekend… w takiej pracy nie musiałbym znosić bólu upokorzeń, poniżania, agresji i… umierać z moimi podopiecznymi. Z tym wszystkim jestem sama w pracy, sama w domu, sama w myślach”

error: Content is protected !!
Scroll to Top