- muszę coś ze sobą zrobić, bo inaczej oszaleję,
- mam już dość, męczę się, nie chcę tak dużej,
- panu się wydaje, że to takie proste,
- dlaczego innym się udaje, a mnie nie?
- bezustannie próbuję, ale nie udaje mi się – poddaję się.
To najczęstsze słowa, które słyszę od moich klientów. Powtarzają się regularnie na pierwszych sesjach konsultacji. Jest to jeden z pierwszych oporów, które muszę przełamać w twojej głowie. Otworzyć cię na proces zmiany.
Chcąc wyjść z burnout, MUSISZ WYGRAĆ SAM ZE SOBĄ.
Mimo tego, że pojęcia „zmiana, rozwój, praca nad sobą” wymieniane są w wielu okolicznościach i poświęcono im niezliczoną ilość wykładów, szkoleń, publikacji, to nie ma uniwersalnej recepty na skuteczną zmianę.
Mogę z całą pewnością stwierdzić, że wielokrotnie zastanawiałeś się co możesz zmienić u siebie, w jaki sposób poprawić jakość własnego (i nie tylko) życia i niejeden raz przegrywałeś ze zmianą.
CO SABOTUJE CIĘ PRZED ZMIANĄ?
Są mechanizmy w naszych głowach, które krępują działanie. Często tworzą systemy i układy blokad. Rodzą się w umyśle niezależnie od twych chęci i świadomości potrzeb.
Wyparcie przekonania, że zmiana jest potrzebna
Jest mi dobrze i niczego nie muszę zmieniać – taka myśl przychodzi do głowy, kiedy pomyślisz o zmianie. Za ten dysonans (stare/nowe) odpowiadają dwa obszary mózgu: świadomy i nieświadomy. Ilekroć ten drugi bierze górę, to jakiekolwiek modyfikacje życia przepadły na etapie podejmowania działania. Dodatkowo, na poziomie świadomym będziesz utwierdzał się w stanowisku, że nowe jest ci zbędne. Mechanizm jest dość prosty = twój umysł nie lubi zmian. To dla niego dodatkowe obciążenie, a jest on leniwy i woli ucieczkę. Paradoks polega na tym, że ty się wypalasz, a twój umysł tego nie dostrzega. Syndrom przyzwyczaił cię do i powoli przesuwa granice.
W takiej sytuacji musisz racjonalnie przemyśleć i wpoić sobie korzyści jakie wniesie zmiana. Dokładnie i dogłębnie poddać analizie „za i przeciw”. Znaleźć mocne kotwice dla swojego pomysłu i zobaczyć siebie w nowej roli. Musisz stworzyć własną mapę zmian oraz konsekwentnie zabrać się za ich realizację.
Lęk przed działaniem – muszę, ale poczekam
Lęk przed działaniem, znany również jako „strach przed sukcesem” lub „strach przed porażką”, jest częstym zjawiskiem, w którym unikasz ryzykowania i działania, ponieważ boisz się ewentualnych, subiektywnie negatywnych konsekwencji. Z jednej strony wiesz i czujesz silną potrzebę, ale realizację odkładasz ad acta.
Chcąc zwalczyć ten lęk, musisz ustanawiać sobie realistyczne cele i przyjąć metodę małych kroków. Konsekwentnie przesuwać granicę, nagradzać siebie za każde pozytywne wykonanie. Pamiętaj, że nie sprawdzi się „skok na głęboką wodę”, bo spowoduje on szybkie zniechęcenie do działania. Ambitne porywanie się na maratony, wysokie górskie przełęcze odbierze ci motywację już po pierwszej próbie.
Nie da się wyjść z syndromu wypalenia działając ad hoc. Jak zawsze mówię! Potrzebna jest świadomość i żelazna dyscyplina.
Rozpocznij od prostych czynności i skrupulatnie buduj swój nawyk systematycznego działania. Poszukaj wsparcia u innych i zacznij działać teraz, już. Odkładanie spowoduje, że z każdym dniem będziesz czuć się coraz gorzej, a świadomość, że tkwisz w zapaści będzie nieznośnie męcząca i nasilająca się.
Brak wiary, że zmiana coś dobrego wniesie.
Ta myśl powstaje najczęściej, gdy twoje wcześniejsze próby spaliły na panewce. Nabrałeś przekonania, że nie masz wpływu na siebie oraz że jesteś w pełni zależny od innych. Dotyka to często osób o nieprawidłowej samoocenie i niskim poczuciu własnej wartości. Nagminnie cierpią na to ludzie wypaleni emocjonalnie. W twojej głowie pojawiają się wówczas myśli „po co mi to, to nic nie da, szkoda czasu”.
W tym poczuciu utwierdzają cię również tzw. dobrzy doradcy, którzy nie rozumiejąc twojej sytuacji, jeszcze bardziej zniechęcając cię do działania. Prawda jest taka, że najczęściej przelewają na ciebie własne frustracje, lęki i niepowodzenia oraz starają się ciebie zatrzymać przy sobie.
Aby wyjść z tego impasu, musisz uwolnić się i odciąć raz na zawsze te mentalnie „kotwice”. Pamiętaj, że robisz to dla siebie i dla nikogo więcej.
Przeprowadzić analizę swoich mocnych, a szczególnie słabych stron przez pryzmat nowych celów i dotychczasowych dokonań. Nawet najmniejsze sukcesy pomagają odnaleźć kluczyk do motywacji i ruszyć z miejsca.
Strach przed nowym i akceptacją siebie w innej roli
Wiele osób, z którymi pracuję przekwalifikowało się zawodowo, jak również zmieniło podejście do siebie. Dzisiaj zadają sobie pytanie, dlaczego zrobili to tak późno i zmarnowali tyle czasu? Powodem był lęk, który wynikał z wpojonych przekonań, presji rodziny, bliskich, braku zrozumienia swoich prawdziwych wartości i potrzeb, przyzwyczajeń i najzwyklejszej wygody, a raczej wygodnictwa.
Trudno jest ci zobaczyć siebie w roli, w której jeszcze nie byłeś. Boisz się czy sobie poradzisz, jaka będzie reakcja bliskich, gdy dostrzegą twoją nowa aktywność. Dlatego tak mocno wypierasz z głowy sam pomysł o zmianie, a co dopiero jego wdrożenie i realizację.
Tu przyda się zastosowanie techniki wizualizacji i zobaczenie siebie w innej, nowej roli. Dodatkowo pomocny będzie rzetelny bilans korzyści ze zmiany, ale taki prawdziwy „co poświęcam – co zyskuję”.
Cudze opinie i wpojone przekonania
Od najmłodszego wieku jesteśmy „tresowani” do ról, w których chcą nas zobaczyć rodzice. Jak często podkreślam – nie ma nic gorszego niż rodzice chcący przeżyć swoje życie na nowo osobami własnych dzieci.
Ta stygmatyzacja odbija się na nas w dorosłym życiu i powoduje, że nawet gdy masz serdecznie dość, to nadal grasz scenariusz napisany przez innych. Przecież nie możesz ich zawieść, tyle zainwestowali w twoją edukację, poświęcili ci sił i czasu. Zaczyna na ciebie działać zewnętrzny lub wewnętrzny szantaż emocjonalny. W tym miejscu również pojawiają się ludzie, którzy będą starali się zatrzymać cię w miejscu i nadal wykorzystywać twój potencjał dla własnych korzyści.
W obu powyższych przypadkach kluczem jest zrozumienie siebie. Musisz spojrzeć głęboko i poukładać SWOJE(!) wartości, przekonania, marzenia. Zobaczyć siebie z innej perspektywy i innym świetle. Pozbyć się wpojonych założeń i stać się tym, kim chcesz być. Ty dla siebie, nie dla innych. Musisz poszukać nowych sojuszników i towarzyszy dla swoich nowych planów i wizji siebie. Osób, które zrozumieją twoje potrzeby, dadzą ci wsparcie i nie będą cię oceniać.
Wspólnym mianownikiem powyższych sytuacji są lęk i strach. Dlatego nawet sama myśl o zmianie staje się bolesna. Pamiętaj jednak, że lęk znika w obliczu świadomości, a strach ustępuje przed działaniem. Podkreślam! Tylko wstępna myśl o zmianie boli, sama zmiana, jej proces już nie.
PRZYCZYNY PORAŻEK W ZMIANIE
Myślenie życzeniowe
Syndrom różowych okularów – to nic innego jak swoista nieroztropność w podejmowaniu decyzji oraz w działaniu. Wynika ona z nadmiernego optymizmu i przerośniętego wyobrażenia swoich możliwości. To zachwianie racjonalnego myślenia, w którym wszystko ma ułożyć się poprawnie, a problemy rozwiązać niemal same. Chwilowo ma dobre strony, podnosząc zapał i motywację, regulując samopoczucie i odsuwając stres na bok. W tej roli spełnia się znakomicie, ale jako przewodnik przez zmianę siebie już nie zadziała. Szybko wygaśnie i wywoła zniechęcenie. Ten stan jest bardzo często notowany u osób z syndromem wypalenia.
Myślenie życzeniowe opiera się na złudzeniu, które sam tworzysz i dopasowujesz do niego rzeczywistość. Fantazjujesz, w efekcie biernie czekasz aż coś wydarzy się samo. Często podejmujesz czynności błahe, pozorne, które nie mają nic wspólnego z realizacją twoich planów.
Właśnie na myśleniu życzeniowym oparte są fałszywe cud-terapie, oferty pseudo szkoleń i porady tzw. guru sukcesu. Dają wizję łatwego rozwiązania trudnych problemów i cynicznie bazują na twojej potrzebie.
Chcąc uwolnić się od wypalenia unikaj życzeniowego myślenia. To ślepa uliczka. Bądź realistą i krytycznie przyglądaj się szansom na powodzenie. W ten sposób unikniesz potknięć, pułapek i zniechęcenia do kolejnych prób.
Postawa zosia-samosia – poradzę sobie sam(a)
Na moje konsultacje trafiają osoby, które przez długi czas uważały, że nie chcą lub nie potrzebują pomocy. Sądziły, że jeśli posiadają odpowiednią wiedzę, środki i możliwości to wsparcie nie jest im potrzebne. Życie zweryfikowało.
Postawa „zosia-samosia” zamyka cię na innych ludzi. Utwierdza cię we własnych (często błędnych) wnioskach i rozumowaniu. Jak napisałem powyżej, warto popatrzeć na siebie w innej optyce i dostrzec to, co w tobie widzą inni. W ten sposób dostajesz nieocenione informacje zarówno o sobie, jak również o nowych możliwościach i rozwiązaniach dla twojego problemu.
Brak przygotowania i zrozumienia dla celu.
Każda nawet najprostsza wyprawa wymaga elementarnego przygotowania – inaczej kończy się porażką. Podobnie jest z wprowadzaniem zmian w życie.
Muszą to być twoje przemyślane decyzje, podjęte świadomie i co najważniejsze musisz wiedzieć jaki mają cel. Znaleźć ich głęboki sens i wymierną korzyść.
Zanim zaczniesz cokolwiek zmieniać w sobie, upewnij się czy dysponujesz odpowiednimi zasobami, czy pozostaje to w zgodzie z tobą, jakie działania wstępne musisz podjąć, aby nie iść z motyką na słońce.
Zastanów się i spisz na kartce swoje powody, motywatory i pożądane efekty. Później jeszcze raz zweryfikuj i przemyśl to co napisałeś. Bądź do bólu drobiazgowy i stawiaj sobie mocne pytania. Jeśli samemu nie potrafisz, to ja chętnie ci pomogę w trakcie konsultacji lub warsztatów moją listą „bólu i udręki”.
Brak wsparcia bliskich i otoczenia
Bardzo stanowczo powiem, że start twojej zmiany musi odbywać się w ciszy. Musisz ją zachować wobec osób co do których intencji masz wątpliwości. W ten sposób unikniesz negacji, kąśliwych docinków, prób odwiedzenia cię od realizacji.
Ludzie w twoim kręgu, nawet ci bardzo ci bliscy nie wiedzą, jak zareagować na twoją pracę nad sobą. Ci, którzy dobrze ci życzą, będą przyglądać się temu co robisz. Jednak nie zawsze będą potrafiły dać ci wsparcie. Ich podejście będzie miękkie i będą litowały się nad tobą i akceptowały twoje usprawiedliwiania. Lepiej sięgnij po wsparcie kogoś z zewnątrz, kto narzuci ci dyscyplinę pracy nad sobą i stanowczo rozliczy cię z efektów. Tu służę pomocą!
Pamiętaj również, że znajdą się tacy, którzy będą torpedować twoje działania. Bardzo często mają w tym swój cel.
Działania nieprzemyślane i pod wpływem emocji
Tego punktu nie będę szczególnie rozwijał. Mieszczą się w nim wszelkie postanowienia świąteczno-noworoczne, urodzinowe obietnice ad hoc i inne pomysły pojawiające się pod wpływem nagłych emocji. Setki bieżni domowych, nordic-kijków, trekkingowych butów zostało kupionych właśnie pod wpływem emocjonalnego szału?
Brak konsekwencji w działaniu
Brak konsekwencji wynika z wielu czynników. Jego powodem może być twoje słabe przekonanie, brak wysokiej motywacji, nadmiar i nieuporządkowane obowiązki, a także prokrastynacja, czyli uporczywe odkładanie działania na później.
Tu najlepiej sprawdzi się doświadczony przewodnik – mentor, który z jednej strony wzmocni twoją determinację i zmusi cię do systematycznego działania, a z drugiej będzie cię wspierał.
Syndrom wypalenia uwielbia i karmi się twoim lękiem przed zmienieniem siebie. Jednak lęk znika w obliczu świadomości, a strach ustępuje przed działaniem.
Ty wybierasz!