Syndromu wypalenia nie interesuje kim jesteś, ile masz w portfelu i jakim autem jeździsz. On karmi się tym, co nosisz w sobie i atakuje bezlitośnie.
Syndrom burnout zabrał mi wszystko: pracę, pozycję zawodową, pieniądze. Sprawił, że moje poczucie własnej wartości skamlało, a pewność siebie boleśnie szorowała, jak goła dupa po nieheblowanej desce. Przemielił mnie tak, że wszystkie elementy mojego życia rozsypały się jak rozbity kryształ. Nawet nie zauważyłem jak znalazłem się w jego szponach, bo on działa podstępnie i doskonale się maskuje.
Co gorsze, w tamtym czasie był ignorowany i nie istniały żadne sposoby radzenia sobie z nim. W Polsce nie było fachowej literatury, a przeciwdziałanie sprowadzało się do słów „weź się w garść” lub zapisania leków na poprawę nastroju. Ówczesna psychologia wiedziała o tym zagadnieniu niewiele, a temat nawet nie był w jej szerszym zainteresowaniu.
Jednego syndrom we mnie nie zniszczył – samoświadomości i szacunku dla siebie! To był mój as w rękawie. Wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby wyrwać się z tej matni.
Podniosłem się i przebudowałem mój świat. Wyznaczyłem nową przestrzeń zawodową i osobistą. Ten remont siebie zajął mi dwa długie lata pracy nad sobą. Dlatego zawsze będę powtarzał, że wyjście z wypalenia to walka ze sobą, nawykami, własnym cieniem.
Dzisiaj wiem i nauczam, że z wypalenia można sprawnie uwolnić się. Tylko jak stanąć na nogi i ruszyć w dalszą drogę, skoro wszystko się wali? Moją odpowiedzią jest samoświadomość i zrozumienie siebie. Dotarcie do faktycznych przyczyny tego co wypala. I nie jest to tylko praca(!), ale źle ułożone i prowadzone życie, toksyczne otoczenie i brak troski o siebie.
Chcąc wyjść z burnout, to tak naprawdę,
WALCZYSZ SAM ZE SOBĄ.
Nad zagadnieniem syndromu burn-out pracuję od ponad 28 lat. Posiadam gruntowną wiedzę na jego temat, dzięki której skutecznie pomagam w jego eliminowaniu, przeprowadzam „wypalonych” przez pełny proces rehabilitacji. Z tej perspektywy widzę, że wypalenie zostało niesłusznie sprowadzone do „zawodowego” i ściśle skorelowane z pracą. Jest to w mojej opinii mylne i niebezpieczne definiowanie syndromu, który wykracza daleko poza czynności zarobkowe, firmę, relacje i złych szefów, itp. To ogromny błąd, za który zapłacimy wysoką cenę, a wynika on z archaicznej definicji syndromu, jej błędnych założeń i podstaw.
Zapraszam do moich artykułów.